marzec 2003

Pewnego młodego mężczyznę obudziło któregoś poranka dziwne przeczucie, że stało się coś znaczącego. Usiadł na łóżku i zaczął się zastanawiać, co takiego mogłoby to być. Gdy po kilku minutach nadal nie znajdował odpowiedzi, położył się z powrotem, wtulając w śpiącą obok kobietę - nie pozwolił na zmącenie swojego spokoju.

Jednak od tego dnia coś niedobrego zaczęło się z nim dziać. Stopniowo tracił wewnętrzną energię i radość życia. Codzienne czynności opanowywała coraz większa rutyna - zmuszał się, aby iść do pracy, spotkać się ze znajomymi. Nie potrafił już się cieszyć. Nie widział słońca, nie czuł ciepła jego promieni. Nie głaskał już swojej dziewczyny jak kiedyś, nie szukał ciepła i zrozumienia w jej ramionach. Stał się obcym człowiekiem dla bliskich - bliscy stali się obcymi dla niego.

W końcu stracił zupełnie kontakt z rzeczywistością. Siedział cały czas w kącie i patrzył przed siebie.

Któregoś dnia jego dziewczyna znalazła go martwego na podłodze w sypialni. Nie potrafiono stwierdzić przyczyny zgonu. Ale ona ją znała - wiedziała, że jego dusza stopniowo zanikała - gdy stracił ją całkowicie, ciało umarło.

***

Kilka tygodni później znaleziono i jej ciało, a raczej to, co z niego pozostało. Było całe pocięte. Za ciasne dla dwojga.

główna

(c) Ewa Oderkiewicz 2002-2018