listopad 2001

         Stary cmentarz. Obrośnięte mchem kamienne pomniki. Otoczone pnączami mauzolea. Wokół pożółkłe liście, gołe drzewa. Dzień bezchmurny, bezwietrzny.
         Dziewczyna. Blada cera. Ciemne włosy. Wiśniowe usta. Oczy brązowe, głodne, zamyślone. Twarz smutna. Długi, czarny płaszcz. Idzie szybko. Nie rozgląda się na boki - zna już to miejsce.

***

         Dobry student, dobry przyjaciel, dobry syn. Dynamicznym krokiem wkracza na jezdnię, po której jadą rozpędzone auta. Wie co robi, wie czego chce. Staje, patrzy przed siebie. Nagle czuje mocne pociągnięcie z lewej strony i z prawej omija go samochód.
- Co jest do cholery? - zdezorientowany pyta sam siebie - Co jest do cholery? - powtarza, gdy widzi obok siebie dziewczynę, która prawdopodobnie uratowała mu życie.
- Chcesz się zabić. Ale czy musisz przy tym odbierać życie innym?
Mężczyźnie zrobiło się głupio. Nie pomyślał. Zdał sobie sprawę, że było to szczeniackie zachowanie, a sam pomysł pozbawienia się życia nieprzemyślany. Jednocześnie zaczął się zastanawiać nad tym, co powiedziała do niego ta młoda osoba. Nie spodziewał się tego. Zwykle przecież chyba nie mówi się takich rzeczy potencjalnemu samobójcy.
- Zaczekaj - krzyknął za odchodząca kobietą, równocześnie do niej podbiegając - Dlaczego powiedziałaś to, co powiedziałaś? Nie spytałaś dlaczego chciałem to zrobić?
- Ludzie pytają o takie rzeczy, bo chcą innym pomóc. Śmierć wydaje im się czymś złym do czego nie mogą dopuścić. Boją się, że może potem będą ich dręczyć wyrzuty sumienia - "przecież mogłem coś zrobić" - nawet jeśli to nie zależy od nich. Ja wiem czym jest pragnienie śmierci i nie narzucam innym woli życia.
Mężczyzna zdał sobie sprawę, że tak naprawdę on też należał do "tych od wyrzutów sumienia".
- Spotkamy się jeszcze? - spytał odchodzącą dziewczynę.
- Tak. Ale dopiero za kilka lat.

***

         Ona. Starsza pani. W ręku trzyma siatkę z zakupami. Za nią idzie młoda dziewczyna, niosąca jeszcze dwie torby. Wchodzą na trzecie piętro. Staruszka ruchem ręki zaprasza ją do mieszkania. Gdy są już w środku, nie zdejmując butów ani płaszcza gospodyni wstawia wodę na herbatę.
- Gdyby nie ty drogie dziecko... Bardzo mi pomogłaś. Nie mówię tylko o niesieniu ciężkich siatek. Twoje towarzystwo sprawiło, że nie czułam się dziś taka samotna. Gdybyś mogła odwiedzać mnie choć raz w tygodniu... Wniosłabyś radość w moje życie.
- To nie ja powinnam to robić. Jeśli pani zechce, może pani uczynić swoje życie radośniejszym beze mnie.
- Nie wiem czy potrafię... Krótko cię znam, ale budzisz bardzo ciepłe uczucia. Chciałabym, żebyś była stałą częścią mojego życia.
- Wy ludzie, uważacie, że jak obdarzycie kogoś uczuciem, to jest on waszą własnością. Tak nie jest. Nie macie prawa tak myśleć.
- Chyba masz rację, dziecko. Tacy już jesteśmy.
Dziewczyna podeszła do staruszki, pogłaskała ja po policzkach i pocałowała w czoło. Chciała już odejść, ale kobieta nie puszczała jej ręki.
- Szkoda. Chciałabym się dowiedzieć, skąd u Ciebie ten wiecznie głodny i jednocześnie zamyślony wzrok.
Dziewczyna odwróciła się, zabrała dłoń i nic nie mówiąc wyszła.

***

         Cmentarz. Te same pomniki, te same groby, te same pożółkłe liście i gołe drzewa. Tym razem jest silny wiatr i pada deszcz. Ona wraca. Chyba płacze. A może to tylko krople deszczu spływające po jej policzkach...

główna

(c) Ewa Oderkiewicz 2002-2018